Bezlitosna propaganda, trwa nagonka na Polaków w Holandii! Kim jesteśmy dla większości z mediów? Czy bydło to odpowiednie słowo?

Nie jest tajemnicą, że prasa holenderska, zwłaszcza regionalna z terenów  Brabancji, należącej w części do Holandii, w części do Belgii, ma zamiłowania do przeinaczania faktów. Ciągłej próby stworzenia obrazu Polaka „pijaka”, skłonnego do wszczynania burd.

Pragnę zauważyć, że jak w każdym społeczeństwie, tak i w polskim, zdarzają się patologie. Jednak to nie upoważnia nikogo do wypisywania w nagłówkach artykułów: „Pijani Polacy, polska awantura”. Ponieważ nakłada to znaczny stygmat na wszystkich Polaków, nie tylko samych sprawców, bądź bohaterów kolejnej zakrapianej imprezy.

Ostatnie dwa miesiące donoszą, że przeinaczenia faktów, są znaczne. Wolna prasa belgijska donosi, 05.11.2016, że nie żyje dwóch Polaków, pracujących dla firmy wentylacyjnej w Lanklaar. Przyczyną śmierci prawdopodobnie, jak donoszą media, było zatrucie polskimi grzybami, duże ilości wypitego alkoholu.

Te inteligentne podejrzenia, są wynikiem znalezienia, na miejscu zdarzenia, słoika z grzybami i kilku pustych butelek, po alkoholu.

Nikt nie domyśla się, że powodem mogło być zatrucie, spowodowane tym, że ci ludzie przed śmiercią, zamieszkiwali w kontenerze, który znajdował się na terenie fabryki wentylacyjnej, co mogłoby stanowić przyczynę śmierci. Nie!, skąd, przyczyną śmierci zdaniem obytych dziennikarzy, jest alkohol i polskie grzyby, telewizja regionalna idzie dalej w swych podejrzeniach i podaje, że alkohol i narkotyki.

Dalej w artykule, pojawia się zawiadomienie, że sekcja zwłok i badania toksykologiczne wyjaśnią przyczynę śmierci Polaków. Ale media już wiedzą swoje, chętnie dzielą się informacjami.

Naturalnie, nikt już nie zadbał o to, by dowiedzieć się, co było przyczyną śmierci polskich obywateli. Ślad się urywa. Po mimo próby skontaktowania się z Konsulatem w Belgii, nie otrzymałam, żadnej wiadomości zwrotnej. Kogo to interesuje?.

Ostatnie dni podają kolejny przykład, który nasza fundacja Poolse Media, zbadała osobiście.

Po odczytaniu, apelu o pomoc na medium społecznościowym, zainteresowaliśmy się wydarzeniem. Młoda Polaka, ostrzega w nim, przed firmą z Oosterhout, prowadzoną przez Turków. Donosi, że kilkoro z Polaków zatrudnionych przez to biuro pracy, zostało zmuszonych do ucieczki do Polski z Holandii (Oosterhout).

Byli nimi między innymi kobieta około lat 40, oraz koordynator. Koordynator, który wstawił się za pracownikami, został bestialsko pobity, oraz przewieziony ambulansem do szpitala. Z którego uciekł do Polski, mimo zaleceń lekarza, aby pozostał na obserwacji przez trzy dni.

Na miejsce zdarzenia, przybyła holenderska policja, która zabezpieczyła drewniane pały, którymi został okładany koordynator. Jednak dalszej inicjatywy w sprawie, nie wykazała. Po mimo, że na górze budynku, w którym doszło do przestępstwa, mieszkali inni pracownicy.

Jak donosi jeden z nich, „obudził nas straszliwy krzyk, wołający o pomoc w kilku językach, był przeraźliwy, stukot rozbijanych szyb. Nie wiedzieliśmy co się dzieje. Byliśmy przerażeni” Pracownicy ci to Polacy w wieku około 18 lat.

Nikt nie został aresztowany, przez przybyłą na miejsce zdarzenia policję.

Media holenderskie, Brabantnieuws, które nie były obecne na miejscu zdarzenia, nie kontaktowały się z nikim z poszkodowanych, donoszą:

„Przy nieruchomości Keiweg Oosterhout, z piątku na sobotę został ranny mężczyzna, który z otwartą raną w nodze, został przewieziony do szpitala. Został pobity twardymi przedmiotami. Na miejscu zdarzenia była policja, która nie dokonała aresztowań. Sprawa jest niejasna, ponieważ w domu przebywało wielu Polaków, którzy byli wyraźnie, pod znacznym wpływem alkoholu”.

Tymi Polakami, pod „znacznym wpływem alkoholu”, mieliby być osiemnastolatkowie, którzy zostali w nocy obudzeni przez wydobywające się krzyki o pomoc!.

Po interwencji Michaliny Beusekamp Lewandowskiej, administratorki grupy społecznościowej, zostały podjęte kroki, w sprawie ratowania pozostałych Polaków, którzy zostali przetrzymywani przez pracodawców, którzy kontrolowali ich każdy ruch.

Poolse Media, poinformowały o całym zajściu Konsulat RP w Hadze, osobiście panią Konsul Renatę Kowalską, która zaoferowała pomoc.

Pomoc jednak, ograniczyła się do wykonania jednego telefonu do poszkodowanej kobiety, którą próbowano zgwałcić. Pani konsul zaleciła poszkodowanej złożenia zawiadomienia na Policji i przesłania jej dokumentów. Wtedy podejmie odpowiednie kroki.

Po ponownej prośbie wykonania jeszcze jednego telefonu, do kluczowej osoby w sprawie, pobitego koordynatora. Pani konsul, stwierdziła, że ci ludzie powinni sami się z nią skontaktować.

Próbę odbicia Polaków, ostatecznie podjęła holenderska Inspekcja Pracy, która wysłała funkcjonariuszy policji na miejsce zdarzenia. Obywatele Polski, zostali o 1 w nocy odbici. Następnie na koszt holenderskiego Ministerstwa Spraw Socjalnych, zakwaterowani w Hotelu w Bredzie. Na miejscu zdarzenia nie pojawił się nikt z przedstawicieli Konsulatu RP. Pomijając znaczną rolę polskiego tłumacza, psychologa…..

Kolejny dzień dramatu tych osiemnastolatków, to przesłuchania, trwające od godziny 11 do godziny 16.00.

Poolse Media, towarzyszyły poszkodowanym w komisariacie Policji w Bredzie, która zdołała znaleźć jednego tłumacza, który był obecny na miejscu. Resztę tłumaczeń, odbywało się drogą telefoniczną. Podczas jednego z przesłuchań, jak twierdzi jedna z poszkodowanych, „tłumacz się rozłączyła i musiałam mówić po angielsku”. Pragnę zaznaczyć, że dziewczyna w bardzo elementarnym stopniu, posługiwała się angielskim.

Po mimo informacji o całym tym zdarzeniu w Konsulacie RP , osiemnastolatkowie po przesłuchaniu, wylądowali w noclegowani, w Bredzie. Następnego dnia mieli być przewiezieni na koszt jednej z fundacji do Polski.

Dodam tylko, że zostałam poinformowana przez inspektora pracy, który uczestniczył w przesłuchaniach, że poszkodowani Polacy, nie zostali zakwalifikowani jako ofiary, biura pracy które pośredniczyło w ich zatrudnieniu oraz udostępniało nocleg w domu, w którym doszło do bestialskiego pobicia koordynatora, oraz przetrzymywaniu ich przez pracowników, wymienionego biura pracy. Nie dopatrzono się również, żadnych nadużyć z ich strony.  Dlatego po kilku godzinnym przesłuchaniu, odbici Polacy, zostali pozostawieni sami sobie w Bredzie.

O tym już nie napiszą holenderskie media. Nikt nie zapyta się co było powodem przyjazdu tych osiemnastolatków za pracą do Holandii.

Nikt z urzędników, nie zatroszczy się o nich. A same holenderskie media, zrobią z nich kolejnych polskich pijaków!

Ewa Żyźniewska

 

Reklamy